Pracodawca to nie szpieg

Kiedyś w krajach azjatyckich był prosty przekaz – nie masz wizytówki nie istniejesz. Dziś tak samo możemy powiedzieć o obecności w sieci. Nie masz profilu – nie istniejesz.

Ale gdzie go założyć, po co, jak prowadzić, jak kontrolować? Kogo zapraszać do znajomych, komu akceptować zaproszenia? Oto są pytania.

Jak interpretować obecność na portalach? Czy lepiej mieć więcej kontaktów czy mniej? Czy wyłapywać i komentować każdą sytuację czy się od tego powstrzymywać?

To są pytania, które każdy użytkownik sieci powinien sobie zadać. Zwłaszcza, jeśli jest lub będzie kandydatem na rynku pracy.

 

Odpowiedź nie jest prosta. Podstawowa zasada kieruje się prawem umiaru i zdrowego rozsądku. Serwisy społecznościowe to nie tylko rozrywka. Dla świadomych na rynku pracy kandydatów stworzone zostały portale zawodowe (np. LinkedIn, Profeo, Goldenline), w których można zakładać i prowadzić profile o charakterze biznesowym. Profil taki powinien być schludny, opisany rzeczowym językiem, opatrzony referencjami i wzbogacony o profesjonalne zdjęcie. Na takim serwisie, dedykowanym karierze zawodowej przy profilu opisującym twoje doskonałe umiejętności i osiągnięcia na menadżerskim stanowisku  nie powinniśmy umieszczać zdjęcia w szortach i koszuli w hawajskie kwiaty albo jeszcze gorzej – bez tej koszuli ze szklaneczką whisky lub innym rozweselaczem w dłoni.  Zatem nasz profil powinniśmy traktować tak, jakby miał być naszą wizytówką, przedłużeniem CV, w którym nie zamieścilibyśmy wszystkich informacji o sobie. Nawet jeśli uwielbiamy bawić się do rana, to przecież nie piszemy o tym przyszłemu pracodawcy.

Czy jednak każdy powinien posiadać ponad 500 kontaktów na Facebook’u czy LinkedIn? Publikować zdjęcia rodzinne i dodawać wpisy na temat życia prywatnego? Czy osoba tak ekstrawertyczna nie wysyła w ten sposób komunikat, że będzie potrafiła dochować tajemnicy firmowej? Czy fakturzystka, w godzinach swojej pracy, która co kilka minut informuje znajomych na profilu o pogodzie za oknem nie dowodzi swojej wydajności, a co za tym idzie, przydatności w firmie?

Dzięki Internetowi uzyskujemy dostęp do dziesiątków tysięcy informacji, jednakże równie często zostawiamy po sobie ślad „on-line’owej” obecności.  Pamiętajmy, że nikt z nas w sieci nie jest anonimowy, a wszystkie nasze „kliknięcia” pozostaną w Internecie na zawsze. Miejmy świadomość,  że odnotowana jest godzina naszych „kliknięć” i wpisów, częstotliwość odwiedzin. Pracodawca to nie szpieg jednakże coraz częściej wielu z nich korzysta z nowoczesnych metod pozyskiwania nowych pracowników zarówno na etapie rekrutacji jak i wywiadu. To coraz bardziej popularne „źródło referencji”, dlatego warto najpierw sprawdzić, co potencjalny pracodawca może znaleźć o nas w Internecie. Najłatwiejszym sposobem jest wpisanie swojego imienia i nazwiska w wyszukiwarkę internetową i przekonanie się co i na jakiej pozycji wyświetli się na stronie. Zadbajmy o to, żeby mieć odpowiednio ustawioną prywatność na wszelkich profilach społecznościowych, zabezpieczone chociażby takie funkcje jak tagowanie, akceptować komentarze. Bardzo często nawet nie wiemy, że ktoś wrzucił nasze zdjęcia z imprezy, a potem się okazuje, że ktoś je odnalazł.

Ale nie dajmy się zwariować. Profesjonalna pracowniczka działu księgowego czy biura obsługi klienta w piątek po południu zrzuca żakiet i błękitną koszulę, zakłada czarną skórzaną kurtkę, rozpuszcza misternie wiązanego rano koka, wsiada na motocykl i tyleśmy ją widzieli… I takie właśnie zdjęcie umieszcza przy swoim profilu na portalu społecznościowym, towarzyskim, do którego zaprosiła swoich znajomych. Czy jest w tym coś złego? No oczywiście, że nie. Albo ktoś, kogo pasją jest kolarstwo dzieli się na swoim profilu sukcesem i okrasza ten wpis zdjęciem? Czy jest w tym coś złego? No też nie. Czy polubienie na facebooku określonej grupy muzycznej może mieć wpływ na otrzymanie bądź nie oferty pracy? Ależ skąd!

Zatem co najbardziej odstrasza rekruterów w profilach kandydatów umieszczanych w sieci? Z badania przeprowadzonego przez serwis CareerBuilder, wynika że najczęstszą przyczyną są prowokujące, niewłaściwe zdjęcia (lub nadmiar tych zdjęć), sytuacja, w której kandydat źle mówi o pracodawcy lub koledze, słabe umiejętności komunikacji, używanie wulgaryzmów, obscenicznych komentarzy. Bardziej interesują ich wypowiedzi potencjalnych kandydatów, to jak piszą, grupy, w których są aktywni, staranność, z jaką przygotowany jest profil.  W mądrym budowaniu i utrzymywaniu profili społecznościowych, sposobie przekazywania informacji o sobie nie liczy się ilość, ale jakość. Nie akceptujmy ślepo wszystkich kontaktów. Budujmy sieć kontaktów w sposób selektywny, sprawdzajmy, kogo tak naprawdę zapraszamy do grona znajomych, ponieważ od momentu kliknięcia w przycisk „akceptuj”, osoby te będą miały pełny dostęp do informacji o naszym życiu. Oni, ich znajomi i znajomi ich znajomych. Przecież po to jest sieć.

Czyli gdzie umieścić zdjęcia z wakacji? Najlepiej – w rodzinnym albumie.

 

Ewa Korecka

General Manager

FlexHR

Ostatnie posty
Napisz do nas

Nieczytelne? Zmień tekst.

Wpisz szukane wyrażenie i naciśnij Enter